Dni tematyczne po mojemu

Kiedy zacząłem czytać o technikach produktywności to w końcu natrafiłem na dni tematyczne. Technika w której jednego dnia umawiasz się na spotkania, drugiego załatwiasz sprawy papierkowe, trzeciego odpisujesz na maile i tak dalej. Pomyślałem sobie, że to musi być naprawdę spoko, bo dokładnie wiesz co będziesz danego dnia robić. Mnie by jednak firma moja i klienci pozabijali chyba jakbym na przykład tylko jeden dzień naprawiał bugi w ich systemie. Ale, ale jakby tak zacząć tego używać do czegoś zupełnie innego?

Jak wiecie (lub nie) mieszkam w Warszawie. Tak się na dodatek złożyło, że mieszkam na północny krańcu, a do pracy dojeżdżam na południe. W związku z tym codziennie spędzam około 40-50 minut w komunikacji miejskiej jadąc w jedną stronę. Dziennie ponad 1,5 godziny. To całkiem sporo prawda? Niektórzy pewnie powiedzą, że bez sensu tyle czasu marnować, że lepiej się przeprowadzić, albo zmienić robotę. A mi tak dobrze. Lubie miejsce gdzie mieszkam, żadna inna dzielnica mi się tak nie podoba, a przy zmianie pracy mógłbym urwać pewnie max z 10 minut. No nie ważne.

Ważne jest to, że skoro mam codziennie tyle czasu w autobusie, czy metrze to fajnie byłoby ten czas jakoś wykorzystać sensowniej niż tylko słuchanie muzyki czy gapienie się w okno. Kodowanie nie whodzi w grę, bo z jednej strony komunikacja jest tak zawalona, że nie ma gdzie usiąść, a po drugie przesiadam się po około 20 minutach więc zanim bym się usadowił, odpalił kompa to już sporo tego czasu by uciekło.

No to w takim razie trzeba pomyśleć o innym sposobie na rozwój. Zacząłem czytać książki, słuchać audiobooki, podcasty, vlogi. Właśnie „zacząłem” to tutaj słowo klucz. Zaczynałem czytać książkę dzień w dzień i czytałem ją nawet jak pojawił się jakiś ciekawy odcinek vloga, podcastu czy chociażby serialu. Wytrzymywałem tak z tydzień maksymalnie i pękałem. Byłem zmęczony codziennym czytaniem i zaczynałem z powrotem grać w gierko, oglądać same seriale albo po prostu słuchać muzyki.

W między czasie wpadł mi temat dni tematycznych. Tyle, że na początku stwierdziłem, że to nie dla mnie bo specyfika mojej pracy nie pozwala na takie ułożenie tygodnia. Ale ale!!! A jakby tak zrobić dni tematyczne w komunikacji miejskiej? Przemyślałem to na jakiś zakupach i zapisałem co następuje:

Poniedziałek:

Miroburn vlog
Muzyka/Seriale

Wtorek:

Miroburn vlog
Podcasty

Środa:

Miroburn vlog
Książka

Czwartek:

Miroburn vlog
Audiobook

Piątek:

Miroburn vlog
Wildpost

Jedna rzecz jest stała codziennie i jest to (albo będzie jak wróci) vlog Mirka Burnejki. Od Mirka się uzależniłem i 10 minut dziennie zawsze się znajdzie.

Reszta zmienna codziennie i to był strzał w dziesiątkę. Codziennie wychodząc z domu nie mogę się doczekać tego co będę robił tego dnia jadąc i wracając z pracy. W niczym nie mam przesytu. A i jeden dzień na totalne przyjemności zaraz po weekendzie się znalazł więc jest super.

Szczerze muszę polecić wszystkim tą metodę. Ja to stosuję w taki sposób, ale jeżeli prowadzisz swoją dzialalność w której musisz wykonywać jakieś czynności nie koniecznie codziennie ale kiedyś w tygodniu to polecam to zebrać do kupy i robić jednego dnia. Każdy dzień dzięki temu wygląda inaczej (w ujęciu tygodniowym oczywiście) i pozwoli zmniejszyć ilość frustracji jaką może spowodować na przykład codziennie jedno spotkanie które odrywa nas od innej pracy. Jeżeli tak jest to zaplanuj wszystkie spotkania na jeden dzień w tygodniu i tego dnia nie rób nic innego jeśli nie musisz.

Jeśli też stosujesz taką technikę (albo podobną) w swoim życiu to daj znać jak to wygląda u Ciebie. Chętnie poznam jeszcze inne zastosowania dni tematycznych.

Related posts